Chcesz bliżej poznać Zbigniewa Zborowskiego? Wywiad już czeka!
„Przyjaciel to przyjaciel. Nie zastanawiasz się, czy bardziej go lubisz niż tego drugiego” – tak o swoich dziełach opowiada Zbigniew Zborowski, zapytany o książkę, która przyniosła mu najwięcej satysfakcji
Adam
Widerski: Powiedzieć, że jest Pan człowiekiem, który lubi ciągle coś robić, to
za mało. W jakich krajach był Pan i gdzie pracował?
Zbigniew
Zborowski: Oj, sporo tego było. Ameryka Południowa, Azja,
Afryka, Ameryka Północna. Myślę jednak, że w podróżowaniu liczy się nie tyle
ilość, ile jakość.
Pamiętam, jak stałem kiedyś w wagonie III klasy pociągu jadącego z Cusco do Machu Picchu, na bocznicy. Musieliśmy przepuścić luksusowy, panoramicznie przeszklony skład wiozący turystów z USA. Obydwa pociągi na chwilę zatrzymały się obok siebie. Okno w okno. I patrzę, a tu Gringos zaczynają strzelać nam zdjęcia.
Pamiętam, jak stałem kiedyś w wagonie III klasy pociągu jadącego z Cusco do Machu Picchu, na bocznicy. Musieliśmy przepuścić luksusowy, panoramicznie przeszklony skład wiozący turystów z USA. Obydwa pociągi na chwilę zatrzymały się obok siebie. Okno w okno. I patrzę, a tu Gringos zaczynają strzelać nam zdjęcia.
W
jakim celu?
Rozglądam się i widzę, że stoję pomiędzy
kobietami w peruwiańskich strojach – kapelusze, na plecach zawoje z dziećmi,
pod pachami kury, wiklinowe kosze… Dla mnie to było normalne. Podróżowałem z
tymi ludźmi, rozmawiałem, dzieliłem się wrażeniami. Byli po prostu fajnymi
towarzyszami podróży. Ale dla zamkniętych w klimatyzowanych wagonach Pullmana
Jankesów, to była niesamowita egzotyka. No i przy okazji, ja też.
Skąd
inspiracja i energia do tylu zajęć?
Z lenistwa. W jednym miejscu, za
biurkiem, w korporacji – szybko zaczynam się nudzić. Nie chce mi się ścigać z
tymi wszystkimi ekspertami od briefów, relaunchy i eventów. Wiem, że nie mam
racji. Nic na to nie poradzę, że mnie to nudzi. Wydaje się niewarte wysiłku. W
związku z tym, żeby się wyrwać z marazmu, od czasu do czasu staram się coś
sobie w życiu popsuć. Odzyskać jego smak. Poczuć, że żyję.
Jak
w natłoku pracy i aktywności zrodziła się przygoda z pisarstwem?

Czy
ma Pan autorytet pisarskim? Kim on jest?
Autorytety przychodzą i odchodzą. To
chyba naturalne? Kiedyś fascynowałem się Markiem Hłasko, później był Tyrmand,
następnie Waldemar Łysiak, Marquez, Ruiz Zafon, Murakami. Teraz staram się czytać różnych autorów, bo to jak nurkowanie
na rafie koralowej. Różnorodność gatunków, barw, bogactwo życia aż oszałamia.
Po co cały czas gonić tylko za jedną, wielką rybą?
Debiutował
Pan książką z 2013 r. pt.: „Nowy drapieżnik”. Skąd pomysł na powieść kryminalną
z domieszką psychologii oraz nauki o ewolucji?
Ta historia długo za mną chodziła. Zrodziła
się z pytania – co by było, gdyby ewolucja stworzyła człowieka odżywiającego
się emocjami innych ludzi? Takiego drapieżnika, który wysysa aktywność
pobudzonego odpowiednimi uczuciami mózgu. U mnie tym pożywieniem były złe
emocje, gniew. Zabawne, ale ostatnio przeczytałem powieść Stephena Kinga pt.:
„Outsider”, w której pewna istota żywi się smutkiem i gniewem. Ale ja
wymyśliłem to pierwszy!
Minęło
pięć lat, a na koncie ma Pan pięć książek. Z której jest Pan najbardziej dumny?
To jak z przyjaciółmi. Przyjaciel to
przyjaciel. Nie zastanawiasz się, czy bardziej go lubisz niż tego drugiego. Za
każdym wskoczyłbyś w ogień. Każdy wskoczyłby w ogień za ciebie. Nie umiem więc
wyróżnić tej jednej jedynej.
Która
przyniosła Panu najwięcej satysfakcji?
Pierwsza miłość jest najważniejsza.
Nawet jeśli kolejne są dojrzalsze, bogatsze, intensywniejsze
Ile
czasu zajmuje Panu napisanie książki?
Samo pisanie to jakieś dwa, trzy
miesiące. Ale wcześniej długo się do niej przygotowuję. Rozmawiam z ludźmi,
czytam, odwiedzam miejsca. To potrafi zająć naprawdę sporo czasu!
Porusza
Pan w książkach wiele tematów i wątków. Czasy przedwojenne i wojenne, PRL,
współczesność, gangsterzy, tajemnice rodzinne…. Wachlarz bardzo potężny jak na
pisarza kryminalnego.
Sam, jako czytelnik, lubię, gdy fabuła
jest dobrze osadzona w czasoprzestrzeni. Kiedy nie muszę się zastanawiać, czy
ludzie zachowują się w jakiejś sytuacji tak jak bohater, czy jakieś zdarzenie
byłoby w ogóle fizycznie możliwe. Jeśli przyłapię autora na
nieprawdopodobieństwie, czuję się oszukany i jestem tak zły, że mógłbym go
chyba walnąć. Dlatego, dla własnego bezpieczeństwa, staram się pisać, tak jakby
opowiadana przeze mnie historia była prawdziwą historią.
Można
już ogłosić, że Kręgi to bestseller?
To byłoby nadużycie, jeszcze nie
dogoniłem Remigiusza Mroza
Pomysł
na kolejną powieść już jest? Czego możemy się spodziewać?
Mam dwa pomysły. Jeden to kontynuacja
losów policjanta Koneckiego, a druga – thriller, w którym jedyny świadek
pozwalający dotrzeć do ekstremalnie niebezpiecznych przestępców jest
autystykiem. W dodatku rannym, balansującym na granicy życia i śmierci. Jeśli
zdecyduję się to napisać, obiecuję ostrą jazdę bez trzymanki! Pomysłem
zainteresowała się nawet jedna ze stacji telewizyjnych.
A
najbliższe miesiące to?
Mniej więcej w połowie przyszłego roku
wychodzi mój thriller. Choć akcja dzieje się współcześnie, jej początek sięga
roku 1942, kiedy to pewien dewiant zaczął mordować młode kobiety w warszawskim
getcie….

Źródło fotografii: Iza Zborowska; Adrian
Błachut; materiały wydawcy
Ciekawa moze byc ksiazka w ktorej jedynym swiadkiem jest osoba autystyczna ;-) czekamy na realizację pomyslu !;-)
OdpowiedzUsuńUwielbiam tego autora!
OdpowiedzUsuńMuszę sięgnąć po jego najnowszą
Zachęcam gorąco! I do polecenia wywiadu innym również ☺
UsuńAkcja z piwkiem podbiła moje matczyne serce. Chyba muszę w końcu sięgnąć po te ksiazki, bo zapowiadają się swietnie
OdpowiedzUsuńMnie też ona rozłożyła na łopatki. Polecam!
OdpowiedzUsuńNigdy nie słyszałam o tym autorze, muszę koniecznie to zmienić!
OdpowiedzUsuńeerie-world.blogspot.com
Polecam! Warto!
UsuńWywiad ciekawy, jednak słyszę o nim pierwszy raz!
OdpowiedzUsuńblog youtube
Dziękuje za miły komentarz ;-)
Usuń